Film Skolimowskiego jest tak pierwotny i atawistyczny – a zarazem tak mu tęskno do symboli – że w finale mamy tylko biel śniegu, biel konia i czerwień strużki krwi. Jeśli PISF szuka fotosu na oficjalne teczki i promocyjne kubki, już nie musi: Skolimowski dostarczył obrazu, który jest – być może – finalnym podpisem pod spuścizną polskiej szkoły filmowej. Zaczęliśmy od konającego na śmietniku Maćka i od Piszczyka biegnącego polem, na którym pociski szatkowały kapustę. Kończymy jako kraj będący scenografią śmierci afgańskiego Maćka: zaszczutego partyzanta, być może równie niechętnego zadaniu, jak tamten sprzed lat (choć tego się nigdy nie dowiemy).
(…)
Całość tekstu na portalu Stopklatka.

