Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hepburn żurawiecki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hepburn żurawiecki. Pokaż wszystkie posty

17 maja 2010

Polemika z Bartoszem Żurawieckim, Part Deux


Naprawdę nie prowadzę krucjaty anty-Żurawieckiej pod flagą Oleszczykową. Jest to krytyk, którego za wiele tekstów bardzo cenię. Ale tak się złożyło, że wkrótce po mojej ostatniej z nim polemice, znów złapałem się za głowę po lekturze jego nowego eseju, zamieszczonego na łamach „Dwutygodnika” (30/2010). Tekst nosi tytuł „Niedole cnoty Audrey Hepburn” i ma w zamierzeniu charakter demaskatorski. Żurawiecki czyta na nowo filmy z Hepburn i odkrywa w nich:

Opowieść pokrewną książkom… Markiza de Sade. Audrey jest (…) Justyną – niewinnym, nieświadomym zagrożeń dziewczęciem, które pada ofiarą najstraszniejszych perwersji i sadystycznych skłonności starszych panów. Perfidia Hollywoodu polega na tym, że ubiera owe przerażające historie (przeważnie wymyślane i realizowane właśnie przez starszych panów) w szatę lekkich, beztroskich komedii, których młodociane bohaterki same się pchają w objęcia podtatusiałych facetów. Fantazmat seksu z własną córką zmienia się więc na ekranie w bajkę o „wiecznej Lolicie” – tyleż dziewiczej, co niepohamowanej w swych gerontofilskich upodobaniach.

Nie wiem dokładnie, dlaczego dostaje się tu gerontofilii – wszak sam Żurawiecki napisał niedawno pean na cześć jej nowego manifestu, czyli Co nas kręci, co nas podnieca (2009) Allena. Czyżby Evan Rachel Wood (ur. 1987) „pchająca się w objęcia” Larry’ego Davida (ur. 1947), była bardziej akceptowalna tylko dlatego że Allen rzekomo „celnie strzela w oszołomów”…?

Dalej dowiadujemy się, że bohaterki Hepburn są „przeważnie karcone, ćwiczone, poddawane przemocy symbolicznej, czasami także fizycznej. Są traktowane przedmiotowo, jak uczennice w pruskiej szkole”. Jako dowód przytacza Żurawiecki Rzymskie wakacje (1953) Wylera, w których „księżniczkę Annę zmusza się do przestrzegania (…) dworskiej etykiety” (pomija fakt, że cały film ukazuje piękno buntu przeciw tej etykiecie), a także pamiętne lekcje wymowy z My Fair Lady (1964):

Scena, w której Eliza siedzi zamknięta w pokoju i ściśnięta jakimś żelaznym gorsetem niczym maszyną tortur powtarza do upadłego głoski, jako żywo przypomina sadystyczne fantazje z kart powieści Boskiego Markiza. Higgins odbiera Elizie jej własny głos, narzuca język i mowę obowiązujące w patriarchalnym społeczeństwie.

Pytań ciśnie się na usta kilka: (1) Czy Żurawiecki ma poczucie humoru?; (2) Czy Żurawiecki ogląda do końca filmy, o których pisze?; (3) Czy Żurawiecki wie o własnym zideologizowaniu?; (4) Czym jest zdaniem Żurawieckiego sztuka?

Moje cząstkowe odpowiedzi, na zasadzie „argumentu nie wprost”, są następujące:

(1)
Cytowana scena z My Fair Lady jest sceną komediową. Ofiarą dowcipu nie jest Eliza, ale profesor Higgins: tak bardzo ogarnięty swą naukową obsesją, że nie dostrzegający człowieczeństwa własnej uczennicy. Kiedy Eliza połyka jedną ze szklanych kulek mających skorygować jej wymowę, śmiech wycelowany jest nie w Elizę (z której udręką się identyfikujemy!), ale w szaleństwo metody Higginsa (którego wolelibyśmy nie spotkać na naszej drodze).

(2)
Film kończy się absolutną porażką Higginsa, który zostaje dotkliwie ukarany za uprzedmiotowienie Elizy. Fakt, że Eliza na końcu ląduje w jego ramionach, nie jest efektem gerontofilii, ale przebaczenia. Zarówno bohaterka, jak i widzowie, znają już ogrom egoizmu Higginsa – staje się on figurą żałosną. Tylko przebaczenie Elizy (a zatem jej moralna wyższość nad nim) gwarantuje (i tak utrzymany w tonie na pół gwizdka) happy end.

(3)
Klucz ideologiczny, ujawniający stosunki władzy odzwierciedlone bądź powielone w wybranym dziele filmowym, jest u Żurawieckiego kluczem jedynym i uniwersalnym. Zez interpretacyjny, każący ignorować kwestie piękna, dowcipu, humoru, rysunku psychologicznego, filozofii, kompozycji obrazu, konstrukcji dramaturgicznej – zastępujący je wszystkie „dyskursem”, „ideologią”, „subwersją”, „patriarchatem”, „konstruktem” – otóż taki zez zamyka odbiorcę na bogactwo artystycznego przekazu. Chyba najsmutniejsza jest w tekście Żurawieckiego zamierzona finalność: oto odkrywana jest przed nami „prawda”, dotąd przemilczana i pogrzebana pod zwałami dziejowego kłamstwa. Esej Żurawieckiego czyta się trochę jak jedynie słuszne interpretacje „sztuki burżuazyjnej” pisane według wytycznych Żdanowa. Są równie niewzruszone w swej pewności i równie rewizjonistyczne w tonie (a także – last but not east – równie zero-jedynkowe w swym światopoglądzie).

(4)
Sztuka jawi się u Żurawieckiego jako szarada; łamigłówka do rozszyfrowania. Kluczem do szyfru jest wiedza o wiecznej opresji i przemocy, jaką silni fundują słabym. Klucz posiada tylko interpretator: twórca brnął w błędy i wypaczenia, utrwalając niebezpieczne status quo. Interpretator odkrywa prawdę, ale jej skomplikowaną naturą nie jest już zainteresowany. Dzieło jest jak karta do gry, ułożona przez artystę awersem do blatu. Zadaniem krytyka jest ową kartę odwrócić i zaśmiać się gromko, ujawniając zarazem „manipulację”.

Gdzie w tym wszystkim miejsce dla Audrey Hepburn? Gdzie miejsce dla jej dowcipu, piękna, ogromnej wewnętrznej siły…? Gdzie miejsce na oczywisty fakt, że męskie postaci ją otaczające zawsze okazywały się od niej mniej inteligentne emocjonalnie…? Gdzie rozdziawiona gęba Williama Holdena, który patrzy na Sabrinę (1954) i jej nie poznaje – była dla niego dzieckiem i służącą, a tymczasem jest piękną i silną kobietą, potrafiącą odrzucić jego agresywne zaloty i wybrać mniej przystojnego Bogarta…?

Odpowiedź jest pewnie ta sama, co za czasów Żdanowa: miejsce tego wszystkiego jest na śmietniku historii. Pozostaje tylko czekać na kolejny tekst, z którego dowiemy się tym razem, że „uwikłany w dyskurs patriarchalnej męskości” Hollywood zawsze opowiada o pięknych młodych mężczyznach, lekceważąc zupełnie panów w średnim i starszym wieku. Oczywiście, przy pisaniu takiego eseju, nowym zestawem faktów „do przemilczenia” będzie treść Sabriny,  Zabawnej buzi (1957), Szarady (1963) i jeszcze kilku innych.

Trudna rada. W tramwaju ideologii fakty zawsze muszą ustąpić miejsca Tezie.