Pokazywanie postów oznaczonych etykietą whatever works allen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą whatever works allen. Pokaż wszystkie posty

17 kwietnia 2010

Co nas kręci, co nas podnieca (2009, Allen)


Ocena: **1/2

Co nas kręci, co nas podnieca (2009), przywitane przez niektórych jako deklaracja polityczna, jest w istocie filmowym oświadczeniem filozoficznym. Już sam oryginalny tytuł ma moc sentencji: fraza „whatever works” nie ma w polskim zgrabnego odpowiednika (choć „co ma wisieć, nie utonie” plasuje się nieopodal). W istocie, film mógłby się nazywać Każda potwora znajdzie swego amatora, bo przedmiotem Allenowskiej refleksji jest tu tak naprawdę ślepy los i owe przedziwne momenty, gdy obojętny przypadek owocuje – na przekór prawdopodobieństwu – „chwilowymi przebłyskami błogostanu” („temporary measures of grace”). Są one u Allena tożsame ze związkami uczuciami w fazie wczesnego rozkwitu - i zajmują puste krzesło po Wielkiej Nieobecnej, czyli religii.

Jest to film bardzo nierówny (powstał na podstawie scenariusza napisanego 30 lat temu z myślą o Zero Mostelu, pamiętnym z roli Maxa Bialystocka), a nade wszystko – film mocno popękany. Po czterech wycieczkach do Europy, Allen wraca do Nowego Jorku i mości się w kwitnącej na różowo i biało Greenwich Village. Manhattan (1979) zaczynał się pamiętną sekwencją, w której narrator wciąż na nowo zaczynał opowieść o swym mieście, bo nie dawało się ono zamknąć w żadnej jednolitej definicji. Nowy Jork A.D. 2009 nie sprawia takiego kłopotu. Słońce, wygoda, muzea, grobowiec generała Granta – Allen stał się turystą we własnym mieście.

Jednocześnie wpuścił do swego świata bohatera znacząco innego od dotychczasowych. Boris Yelnikoff (Larry David) jest tak agresywny i opryskliwy, jak jego nazwisko (w wolnym tłumaczeniu: "Krzykaczewski"). Klasyczny Allenowski neurotyk był zanadto tchórzliwy na którąkolwiek z tych cech. W Tajemnicy morderstwa na Manhattanie (1993) apelował do żony: „Zakazuję ci! Zakazuję ci…! Jeśli będziesz tak lekceważyć moje zakazy, to już nigdy niczego ci nie zakażę!”. Co za kontrast z Borisem, walącym kawę na ławę przy każdej okazji i lżącym bezlitośnie nawet małe dzieci!

Film jest fantazją o młodej dziewczynie rzucającej się na szyję nieatrakcyjnemu, wybitnie inteligentnemu starcowi. W 1979 roku w Manhattanie na szyję samego Allena rzucała się Mariel Hemingway. W Hannie i jej siostrach (1986) Barbara Hershey trwała w związku z Maxem Von Sydowem, wciąż gderającym o holokauście i upadku współczesnej kultury. Teraz z kolei Evan Rachel Wood zakochuje się w Larrym Davidzie – mającym całą ludzkość w pogardzie, kulejącym i rzucającym bluzgi na prawo i lewo fizyku. (Kiedy ktoś pyta graną przez Wood dziewczynę, Melody, co chce robić, ta odpowiada: „pracować z dziećmi” – dokładnie jak Barbara Hershey w Hannie… i dokładnie jak Mia Farrow w ostatniej scenie Alicji [1990]).

Larry David zarazem pasuje i nie pasuje do świata Allena. Obydwaj są nie tyle aktorami, co komikami estradowymi powtarzającymi swą sceniczną personę w każdym filmie, w którym występują. Riposta jest ich sposobem na ekranowe bytowanie. Larry David najpierw stworzył pierwszy jawnie cyniczny sitkom naszego czasu – Kroniki Seinfelda (1989–98) – a obecnie skończył siódmy sezon rozpisanego na odcinki manifestu aspołeczności, czyli Pohamuj swój entuzjazm (2000–). O obydwu serialach pisałem więcej w innym miejscu; dość powiedzieć, że David u Allena nie gra, tylko gościnnie występuje. Jest jak wodewilowy komik na scenie zaprzyjaźnionego teatru. (Porównajcie dowolną scenę Borisa z tym tu momentem z serialu...)

Początkowa deklaracja Borisa, powiadającego z ekranu wprost do nas, że „this won’t be your feel-good movie of the year”, okazuje się kłamstwem. Co nas kręci, co nas podnieca to właśnie Allen feel-good movie, zwieńczony sekwencją finałowego pobratania i pogodzenia różnych pomysłów na życie i pożądanie. Melody przybywa do świata Borisa odziana w t-shirt usiany gwiazdkami (zob. zdjęcie powyżej); potem wkłada seksowny top z napisem „smile”. Jest najsilniejszą stroną tego filmu – stanowi od początku do końca twór erotycznej fantazji reżysera, który w idealizowaniu młodych dziewcząt dorównuje Chaplinowi. Melody nie jest postacią w klasycznym sensie – nawet konflikt wpojonej pogody ducha z  ponurą filozofią Borisa nie przebiega w niej w sposób dramatyczny. Jest jednak wspaniałą postacią z bajki – nie banalną, tylko pozaświatową.

Zarzuty o mizoginię, z jakimi spotyka się ten film, nie mogłyby być bardziej chybione. Allen nie jest mizoginem, tylko mizantropem. Jest to jednak mizantrop dziwnie i tragicznie stęskniony za uczuciem. Sentymentalizm jest dlań jedyną furtką do świata czułości i wiary, w którym nigdy nie zamieszka. Co nas kręci, co nas podnieca to znakomite podsumowanie twórczości Allena: nagi przekaz większości jego filmów ujawniony w postaci koślawego mini-traktatu. W oryginale film nazywa się Whatever Works, ale tak naprawdę powinien się nazywać: Take It or Leave It. Wybitny reżyser też się potyka. Pytanie tylko, co – poza miłością właśnie – może skłonić widza do wybaczania mu artystycznych porażek…?