23 stycznia 2010
Paranormal Activity (2007, Peli)
10 stycznia 2010
Retrospektywa Williama E. Jonesa
4 stycznia 2010
Tetrycy
1 stycznia 2010
The Limits of Control (2009, Jarmusch)
2010
Witam wszystkich Czytelników i Czytelniczki w Nowym Roku! Oczywiście obiecuję dołożyć starań, aby „Ostatni fotel…” był coraz wygodniejszy i coraz więcej było zeń widać. Jeśli dobrze pójdzie, ekran przesunie się na prawo ku nam wszystkim – a my nawet nie będziemy musieli wstawać z miejsca!
Jedną ze zmian, jakimi witam rok 2010, jest wprowadzenie systemu gwiazdkowego. Każdy film, o jakim zdecyduję się napisać na blogu, zostanie przeze mnie oceniony w gwiazdkowym systemie analogicznym do tego stosowanego przez Rogera Eberta:
**** [ARCYDZIEŁO]
***1/2 [BARDZO DOBRY]
*** [DOBRY]
**1/2 [PRZECIĘTNY]
** [SŁABY]
*1/2 [ZŁY]
* [OKROPNY]
Zapraszam do lektury i częstych odwiedzin! A tutaj bezwstydny przemyt musicalowy; skoro tym razem jest o gwiazdkach, posłuchajmy Harry’ego Connicka Jra., jak śpiewa piękną piosenkę „Hey There” z musicalu Richarda Adlera i Jerry’ego Rossa pt. The Pajama Game. O gwiazadach („You with the stars in your eyes…”) jest tylko na pozycji 0:26-0:29, ale niech tam!
30 grudnia 2009
Wrota do piekieł (2008, Raimi)
(...)
Raimi, podobnie jak David Cronenberg, jedynie markuje człowieczeństwo własnych bohaterów – przydziela im pewien zestaw cech, które pozwalają nam przewidzieć ich działania, ale niekoniecznie każe z nimi sympatyzować, czy naprawdę się o nich lękać (w trakcie seansu lękamy się bardziej o siebie, niż o nich). I tak Christina jest charakteryzowana od początku filmu poprzez swą rezolutność: gdy widzimy ją po raz pierwszy, słucha w samochodzie kursu poprawnej wymowy; zaraz potem stara się w pracy o awans. Kiedy dużo później decyduje się złożyć krwawą ofiarę z własnego kota (jasnowidz zasugerował, że może ją to uwolnić od klątwy), jej decyzja nie jest dla Raimiego przedmiotem współodczuwania, ale dowcipu. Christina chwyta za nóż i zaczyna szeptać: Kici, kici… – a my wybuchamy śmiechem, który uwięźnie nam w gardle już w następnym ujęciu (o czym dobrze wiemy!). Każdy koszmar jest w tym filmie redukowalny do żartu i dlatego bohaterka (jakkolwiek posiniaczona) nigdy nie jest naprawdę zdruzgotana (po jednej z upiornych wizyt zaczyna dla uspokojenia objadać się lodami, na wzór Bridget Jones).
(...)
Zmieniona wersja całości tekstu znajduje się w styczniowym numerze miesięcznika "Kino" (kliknij tutaj)
22 grudnia 2009
Marzyciele: Podsumowanie roku 2009
Nie czekając na Avatara (Cameron), proponuję następujące – czysto subiektywne a jednak bezczelnie przekonane o własnej słuszności i jedyności – podsumowanie kinowego roku 2009. Najpierw dziesiątka najlepszych w porządku wartościującym, potem moje prywatne nagrody w poszczególnych kategoriach. Zapraszam do obrzucania mnie obelgami za stronniczość – filmów proszę jednak nie obrażać! A zatem:
1. Koralina i tajemnicze drzwi (Selick)
2. Dwie kochanki* (Gray)
4. Vicky Cristina Barcelona (Allen)
5. Genua – Włoskie lato (Winterbottom)
6. Synowie marnotrawni* (Reed)
7. Serafina (Provost)
9. Człowiek na linie – Man on Wire (Marsh)
10. Opowiedz mi o deszczu (Jaoui)
Najlepszy reżyser:
Neill Blomkamp (Dystrykt 9)
Najlepszy scenariusz:
Quentin Tarantino (Bękarty wojny)
Najlepszy aktor:
Sharlto Copley (Dystrykt 9)
Najlepsza aktorka:
Gwyneth Paltrow (Dwie kochanki)
Najlepsza obsada zespołowa:
Mikołajek (Tirard)
Najlepszy film polski:
(*Brak dystrybucji kinowej w Polsce)
---
Komentarz:
To był rok rozbuchanych fantazji i snujących je odważnych marzycieli. Hitler ginął od kuli Tarantino; Philippe Petit spacerował pomiędzy wieżami WTC, tak jakby wciąż stały na dolnym Manhattanie; Amy Adams nie tyła ani grama po spożyciu 500 dań Julii Child, a J.J. Abrams zrestartował Star Treka. I choć niejaka Koralina Jones twierdzi, że „sny nie są niebezpieczne”, to właśnie zlekceważone arcydzieło Henry'ego Selicka ujawniło ich mroczną podszewkę (dosadniej od Białej wstążki!). Uparte śnienie musi się skończyć zaszyciem oczu parą guzików. Co powiedziawszy, kino śni dalej. I tak właśnie ma być.
Duża feminizacja tytułów (Koralina, Vicky, Cristina, Serafina…!) podpowiada, że w 2009 to kobiety były górą na ekranie – czego najbardziej spektakularnym dowodem jest oczywiście zemsta, jaką u Tarantino zgotowała nazistom niejaka Shosanna Dreyfus. Ponadto: Agnès Jaoui jak zawsze dowcipnie i bez ideologii pytała, czy feminizm nie ma nazbyt wysokiej ceny, a Hope Davis nawiedzała życie zeświecczonej rodziny Colina Firtha tak uparcie, że pytania eschatologiczne w końcu musiały się w niej doczekać odpowiedzi.
Koralina Jones i Serafina Louis zaszły najdalej na ścieżce ku zatracie w bagnie własnych fantazmatów, choć małżeństwo z Mendesowej Drogi do szczęścia – ze swym Czechowowskim marzeniem wyjazdu „do Paryża!” – nie pozostawało w tyle. Koralina była jednak najradykalniejsza: wyśniła świat, w którym narcystyczna dziecięca fantazja bycia-w-centrum-uwagi stała się zasadą organizującą. W tym sensie jest Koralina pisarką bez pióra – powtarza gest każdego twórcy, tyle że – miast eksplorować – zatraca się we własnej fantazji.
Ale i tak najwybitniejszym aktorskim filmem roku pozostaje melancholijny poemat Jamesa Graya pt. Dwie kochanki, który nie doczekał się u nas nawet dystrybucji płytowej. Gray jest pupilem krytyki francuskiej, ma też wierną grupę wyznawców w Stanach – już Królowie nocy (2007) byli znakomici – a u nas wciąż ani widu, ani słychu po jego najlepszym filmie. Dwie kochanki, spazmatycznie przygnębiający melodramat osnuty wokół „Białych nocy” Dostojewskiego, to film o tym samym, o czym w sposób sztuczny i cyniczny opowiada (500) dni miłości, czyli o niedopasowaniu do obiektu miłości. Joaquin Phoenix gra outsidera z sąsiedztwa (Brighton Beach, terytorium Graya), który może wybrać między przygodą a statecznością – tylko po to, by odkryć na końcu że nawet sama możliwość takiego wyboru była iluzją. Gray jest mistrzem stylizacji; zdjęcia Joaquína Baca-Asaya zdumiewają nienarzucającym się pięknem i efektywnością – trudno zapomnieć pierwszą wycieczkę bohatera na nocny, złotawy, ociekający pieniędzmi Manhattan (Phoenix wygląda w tych scenach jak przybysz z obcej planety; przybysz zakochany w Ziemiance).
Jeśli był to rok kinowych marzycieli, to byli to niemal bez wyjątku marzyciele ukarani. Tylko Tarantino się upiekło – wszyscy inni (na czele z Koraliną i bohaterem Dwóch kochanek) musieli gorzko zapłacić za chwilowy poddaństwo wobec fantazji: udającej prawodawczynię uzurpatorki, żywiącej się ludzkimi aspiracjami.


