2 maja 2009

"Wall-E " (2008, A. Stanton)



Film Wall•E (2008) obejrzałem dziś po raz piąty. Nie mam wątpliwości, że jest to jeden z najważniejszych (a z całą pewnością najbardziej symptomatycznych) filmów dekady.

Cywilizacja zdezerterowała, Wall•E sprząta zdewastowany przez nią świat. Ludzie stali się rasą spaślaków, krążących po przestrzeni kosmicznej w bańce mydlanej konsumpcji i komfortu. Rutynowa sonda odkrywa, że na Ziemi znów możliwa jest wegetacja, ale zajmuje trochę czasu, zanim super-nowoczesnej Eve uda się pokonać komputerowego tyrana Otto, nie tęskniącego do powrotu na zakurzoną i nie-sterylną planetę.


Charakterystyczne, że dwa główne punkty odniesienia stanowią w
Wall•E’em biegunowo różne filmy powstałe w tym samym dziejowym momencie, tj. około roku 1968. Musical Hello, Dolly! (1969), z którego Stanton zaczerpnął przewodnią piosenkę „Put On Your Sunday Clothes”, już w momencie premiery wydawać się musiał artefaktem przeszłości. Z drugiej strony, 2001: Odyseja kosmiczna (1968) Kubricka musiała się jawić jako artefakt zbliżającej się przyszłości – i to z tego drugiego filmu Wall•E czerpie zarówno wygląd złego komputera pokładowego Otto (bliźniaka HALa-9000), jak i Straussowską ilustrację sceny, w której grubas stawia pierwsze od stuleci samodzielne kroki.

Wall•E
stanowi korektę wizji z Odysei…: tam statek kosmiczny stawał się grobowcem ludzkości, pokonanej przez technikę. Tutaj sarkofag jest niepotrzebny, a przynajmniej ulega redefinicji: staje się parkiem tematycznym, gdzie głównym „tematem” jest przyjemność. „The final funtier”, zapowiadana w reklamówkach rejsu i wykoślawiająca motto Star Treka o „ostatniej granicy” („frontier”) w karykaturę, jest tu parodią obietnicy postępu.

Sferą, w której
Wall•E jest najbardziej przenikliwy, pozostaje płeć. W centrum opowieści znajduje się kiełkujący romans Wall•E’go i Eve, ale pomimo całej jego konwencjonalności, najbardziej niewygodne pytanie musimy postawić my, widzowie. Co czyni Wall•E’go „mężczyzną”, a Evę „kobietą”…? Czy wystarczy, że Wall•E buduje, a Eve chichocze? Oczywiście, byłoby naiwnością (albo jej zaprzeczeniem) oczekiwanie w Disneyowskiej animacji namiastki genitaliów: Kaczor Donald i Daisy właśnie okolice genitaliów nosili odsłonięte, co ujawniało ich anatomiczną identyczność. Aliści Donald i Daisy byli żywymi organizmami, podczas gdy Wall•E i Eve teoretycznie w ogóle nie powinni być definiowani w kategoriach płci.

Zanim dopowiem swoją intuicję do końca, zwracam uwagę na jeszcze jedno: w astralnym świecie spaślaków osobniki żeńskie i męskie także wydają się anatomicznie identyczne. Cielska, twarze, fryzury, są tak samo obłe i śliskie u wszystkich pasażerów i pasażerek. Film nie wnika w to, jak dokonuje się reprodukcja na statku, ale nie można wykluczyć zapłodnienia pozaustrojowego w świecie zdominowanym przez osobniki, których kończyny i kości zanikają na rzecz tkanki tłuszczowej.


Wracając do Wall•E’go i Eve: ich role płciowe wydają się silniej określone i zdeterminowane niż role spaślaków i to dlatego oni właśnie stają się odpowiedzialni za odrodzenie cywilizacji.
Wall•E stanowi podświadomą krytykę kultury z zachwianymi kategoriami płciowymi, czy się to komuś podoba, czy nie.

W finale filmu ludzie stają się na powrót Ziemianami, ale optymizm zakończenia zostaje rozsadzony ironią, kiedy dotychczasowy kapitan statku kosmicznego (niewątpliwie najaktywniejszy i najprzytomniejszy ze wszystkich na pokładzie) obiecuje reszcie: „Będziemy hodować pizzę!”. A co, kiedy pizza nie wyrośnie? Kiedy znój okaże się nieznośny, a tęsknota za komfortem zbyt duża…? Kiedy nastąpi pierwsza erupcja przemocy…?


Disneyowsko-Pixarowska komputerowa kreskówka o upadłej cywilizacji, w której maszyny stanowią jedyny łącznik z żywotną kulturą – oczywiście amerykańską, bo cóż bardziej amerykańskiego od musicalu? – może posłużyć za punkt wyjścia do niejednej ciekawej dyskusji.

Nie wiem, czy znam inny nowy film, który trafiałby w samo sedno trapiących nas wszystkich lęków i niepokojów z podobną przenikliwością.

5 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawe te Twoje obserwacje dotyczące płci robotów! Ale jeśli pójdziemy tym tropem, to większość stereotypów związanych z podziałem na zachowania męskie i kobiece jest w filmie odwrócona. Wall-E zajmuje się sprzątaniem i dbaniem o ognisko domowe, jest także bardziej uczuciowy. Eve lata i strzela, pracuje poza domem, jest bardziej zdecydowana i pewna siebie.
    Kobiecość i męskość przypisane bohaterom są związane przede wszystkim z wyglądem zewnętrznym i głosem, Wall-E jest kanciasty i szorstki (chciałoby się dodać, że z dwudniowym zarostem), Eve jest zaokrąglona i idealnie gładka. No i ma oczy jak bohaterka mangi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz zupełną rację: to Eve jest aktywna, to ona jest głównym podmiotem działającym. Różnica, jak słusznie zauważasz, sprowadza się do wyglądu zewnętrznego, do "designu", który na planie ludzkim sprowadza się po prostu do anatomii (obłość kobieca, kanciastość męska). To właśnie to anatomiczne rozróżnienie zostaje zatracone w (w zasadzie biseksualnej) kolonii grubasów. WALL-E jest bardzo elastyczny w kwestii "gender", ale stanowi głos na rzecz zerojedynkowości w kwestii "sex".

    OdpowiedzUsuń
  3. Skąd określenie grubasów z Axiomu mianem biseksualnych? "Unisex", jeśli można użyć tego mocno przeterminowanego określenia. A to nie kwestia jakiegoś wyzwolenia i swobody płciowej, tylko faktu, że z powodu otyłości u tych ludzi zatarły się dystynkcje, które wśród szczuplejszych pozwalają na konwencjonalne przypisywanie mężczyznom (kształtu) trójkącika. Grubasy zachowują się stereotypowo, np. kobieta ostrzega mężczyznę przed odpowiedzialnością w związku z dziećmi... n.b. ma to miejsce w sytuacji niecodziennej, ale pojawia się klisza językowa. Są też "strasznymi mieszczanami": "Nie widziałam, że mamy BASEN", dziwi się jedna z kobiet. Bo basen dla mieszczan wyznacza prestiż, wykrzyknik zaś jest o tyle zabawny, że basen znajduje się w przestrzeni wspólnej, jakoś opłaconej przez tych, kogo było na kosmiczny rejs stać (co do dziedziczenia pieniędzy przez potomków pierwszego pokolenia pasażerów, cóż, na Axiomie inwestować się nie da, wydatki są względnie stałe, jakoś nie ma różnic między poziomem konsumpcji u poszczególnych osób). Oczywiście, fakt, iż kobieta wcześniej basenu nie zauważyła, nie jest zabawny, a smutny. Aha, poza tym, odruchowo rozróżniamy "męski" i "żeńskie" głosy.

    Co do kapitana zapowiadającego hodowlę roślin na pizzę (nie pizzy! mówi: "pizza plants") - rzecz jasna, jest ogromne niebezpieczeństwo, że osiedleńcom nie wyjdzie...i to nie tylko z powodu dotychczasowej gnuśności (czy - for that matter - kłótliwości...choć uważam, że ukazani są jako ludek poczciwy). Ale będę bronić obietnicy kapitana: on sam niewiele wcześniej przyswoił sobie nową wiedzę, dla widza filmu potoczną, dla niegoszokującą. I mówił do pasażerów w taki sposób, aby oni go rozumieli, to chyba mądry wybór?

    Wall-e (Waste Allocation Load Lifter - Earth Class) jest mężczyzną, Eve jest kobietą, ich akronimy zostały tak skonstruowane, by pasowały. Swoją drogą, obłość vs kanciatość kształtów robotów wiąże się z czasem ich skonstruowania. Tu mamy zaburzony stereotyp kulturowy: przyjmuje się przecież, że to kobieta sprząta bez końca, przy czym myśl feministyczna wskazuje na powtarzalność tej czynności (np. co dnia brudzone naczynia muszą być umyte), a Wall-E ma po prostu potężny backload. Eve jest nosicielką życia. Sondy są wysyłane rutynowo, dotąd wracały z niczym, "bezpłodne". Akurat ta z Ev, która jest bohaterką filmu, spotkała mężczyznę i została zapłodniona (zauważmy, gdzie trafia roślinka), przy czym to nie gwałt, a dar. A w ogóle to Wall-E też ma oczy w estetyce kawaii! Miłość tej pary jest zinfantylizowana, ale... Ale ten wątek nasuwa mi inną uwagę! Eve jest jedną z sond, inne egzemplarze są modelami idealnie tak samo zaawansowanymi technicznie i jednakowo wyglądającymi. Wall-E to survivor, ostatni, odbudowywyjący się w miarę potrzeb dzięki szczątkom swych współtowarzyszy. Czy oni wcześniej też ewoluowali w kierunku jakiejś emocjonalności?

    „The final funtier”? To, jak "Star Trek" było/jest w USA znane i popularne sprawia, że żart jest powszechnie czytelny...dla mnie nie był.


    pozdrawiam,
    Paulina

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam Pani Paulino!

    Znakomity komentarz! Dziękuję, bardzo mnie zainspirował!

    Co do mentalności ludu Axiomowego: nie tyle to poczciwość, co inercja. Słuszna uwaga z unisexem, ale myślę, że bi- też tu jest: proszę zwrócić uwagę, że "samiec" jest w pewnym momencie zaskoczony "samicą" jak, nie przymierzając, "samica" jest zaskoczona basenem. Widać dotąd dystynkcja była mu obojętna.

    Co do obietnic kapitana, to chyba przecenia Pani jego zdolności PR-owe. Myślę, że on wierzy w te pizza plants. No bo też co za wiedzę on sobie de facto na tym statku przyswoił...? Że na Ziemi jest ładnie i że się tańczy. Obawiam się, że kiedy tylko okaże się, że jest na odwrót, może być niewesoło. A nuż ktoś przygotuje sabotaż, tak by wszyscy wrócili do błogiego Axiomu...?

    Raz jeszcze: ZNAKOMITE uwagi!!! I pytanie: czy my się znamy? W sensie: w realu, nie w Axiomie sieci? :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeraża mnie, a może raczej smuci, że podobno będzie kontynuacja filmu... więc może się 'widz' dowie, jednak nie jestem pewna, czy chcę dowiadywać się ja.

    Co do "pizza plants"... Cywilizacja dosłownie przyśpiesza; taki potoczny przykład: profesorowie, profesorki ze starszego pokolenia mówią wyraźnie wolniej, niż ich młodsi koledzy, młodsze koleżanki. "Przebudzony" niczym Neo kapitan przyswaja sobie wiedzę z wideoklipów prezentowanych w takim tempie, że gdyby przypadkiem miał padaczkę, źle by się to skończyło. Ale wychodzi na to, że ma zdolności percepcyjne sprawiające, że istotnie się czegoś nauczył. Ale, ale... ogląda tam jakieś schematy dotyczące wegetacji, czy co to tam było. Nie tylko tańce, do których nie byłby zdolny fizycznie.

    Dziękuję za miły odzew!

    Co do tego, czy się znamy, wysyłam sondę na Facebooku. Eve not included...

    Paulina

    OdpowiedzUsuń