3 lipca 2009

"Wrogowie publiczni" (2009, Michael Mann)


(...)

Żaden film gangsterski nie wyglądał jak Wrogowie publiczni. Cyfra zastąpiła taśmę i oto mamy przed oczyma lata trzydzieste wycięte w krysztale, pozbawione miękkości i patyny. Efekt jest na przemian zdumiewający i nieprzyjemny, ale nie ulega wątpliwości, że Michaelowi Mannowi udała się estetyczna prowokacja: z jednej strony hiper-realność obrazu High Definition, a z drugiej – uparta malarskość każdej sceny, z kobaltem i złotem dominującymi paletę.

(...)

Całość tekstu na łamach "Przekroju".

5 komentarzy:

  1. Obejrzałem "Public Enemies" oczekując wielkiego obrazu (jakim bez wątpienia jest inne dzieło Manna - "Heat") i szczerze powiedziawszy spodziewałem się czegośc lepszego. Film, który trwa ponad 2h momentami jest przydługawy i wydaje mi się, że został troche sztucznie wydłużony. Johnny Deep typowo dla siebie zagrał na poziomie a producenci po raz kolejny pokazali że w amerykańskim kinie aktor koło 30 gra 17 latka z liceum, a 46 letni Deep 31 letniego gangstera. Christian Bale, który nie należy do moich ulubionych aktorów,tym razem pokazał się moim zdnaiem z dobrej strony. Film oceniam na 6/10

    Olek

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej Olku, ja też mam dużo wątpliwości co tego filmu (piszę o nich bardziej szczegółowo na moim angielskim blogu, zapraszam), ale i tak doceniam odwagę Manna, który nie zawahał się trochę poeksperymentować. Zwłaszcza jeśli idzie o zdjęcia: ten film najlepiej oglądać w kinie, na dużym ekranie, bo wtedy widać, jak odważną decyzją było kręcenie na wideo -- naprawdę, trudno przywołać innych film, który "wyglądąłby" podobnie do tego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. ciekawe, specjalnie odszukałem ten wpis, żeby porównać twoje spostrzeżenia na temat techniki kręcenia z moimi i wygląda na to, że mam coś, co (o ile ni jest złudzeniem), może Cię zainteresować.
    mnie mianowicie, "Wrogowie..." przypomnieli kryminały puszczane w naszej telewizji w latach 80-tych. i to nie tylko pod względem braku ziarnistości, jaka charakteryzuje filmy kręcone na taśmie, ale również przez sposób kręcenia i podłożenia dźwięku. większość typowych zabiegów akustycznych tutaj zarzucono - uderzenia i upadki brzmią głucho (raczej "plaski" niż trzaski, tak jak rzeczywiście jest), głosy dalej od kamery nie tylko są słabiej słyszalne, ale mieszają się z odgłosami z otoczenia, odzież szeleści itp. i przede wszystkim: muzyka nie wzmaga się w momentach największego napięcia. w ogóle jest raczej cicha i rzadko ją słychać (w scenie pogoni w lesie nie ma jej wcale).
    kamera niekiedy się chybocze, a czasami wręcz trzęsie. do tego świetliste smugi (reflektorów aut, eksplozji z luf, zapalniczek itd.) nie zostały usunięte.
    opisuję te szczegóły z pamięci (i to podwójnie), więc możliwe, że się mylę. jednego jestem pewien: mniej więcej po drugiej ucieczce z więzienia następuje radykalna zmiana w ruchach kamery i w ścieżce dźwiękowej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz zupełną rację. Ja nazwałbym tę strategię dźwiękowo-obrazową nowym hiperrealizmem. Na razie to świeża propozycja; zobaczymy w jaką stronę pójdzie.

    OdpowiedzUsuń