1 stycznia 2017

Podsumowanie 2016



Jak co roku, publikuję swój subiektywny ranking polskich premier, tym razem za okres 1 stycznia-31 grudnia 2016. Rzecz jasna, ze względu na moją pracę dla Festiwalu Filmowego w Gdyni, nie uwzględniam w zestawieniu filmów polskich. Miłej lektury!

(Tutaj można znaleźć moje zestawienia z lat 2015201420132012,20112010 i 2009).

ZŁOTO

1. Nienasyceni (Guadagnino)
2. Pokój (Abrahamson)
3. Bone Tomahawk (Zahler)
4. Nawet gory przeminą (Jia)
5. Służąca (Park)
6. Przełęcz ocalonych (Gibson)
7. Kosmos (Żuławski)
8. Wyznania nastolatki (Heller)
9. Hardcore Henry (Naishuller)
10. Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów (Russo)
11. Skarb (Porumboiu)
12. Cloverfield Lane 10 (Trachtenberg)
13. Siedem minut po północy (Bayona)
14. Fuocoammare. Ogień na morzu (Rosi)
15. Tysiąc i jedna noc – Trylogia (Gomes)
16. Creed: Narodziny legendy (Coogler)
17. Scena ciszy (Oppenheimer)
18. Justin Timberlake + Tennessee Kids (Demme) [Netflix]
19. Lament (Na)
20. Brooklyn (Crowley)
21. Gęsia skórka (Letterman)
22. Śmietanka towarzyska (Allen)
23. Julieta (Almodóvar)
24. Kubo i dwie struny (Knight)
25. Sprzymierzeni (Zemeckis)
26. Ave, Cezar! (Coen/Coen)
                                              
SREBRO
Aż do piekła (Mackenzie); Barany. Islandzka opowieść (Hakonarson); BFG: Bardzo fajny gigant (Spielberg); Big Short (McKay), Co przynosi przyszłość (Hansen-Love); Człowiek (Arthus-Bertrand); Doktor Strange (Derrickson); Easy (Swanberg) [Netflix], Fistaszki – wersja kinowa (Martino), Fusi (Kari); Księga dżungli (Favreau); Mój przyjaciel smok (Lowery); Nasza młodsza siostra (Kore-eda); Niewinne (Fontaine); Niewygodna prawda (Vanderbilt); Obecność 2 (Wan); Opiekun (Franco); Paterson (Jarmusch); Przyjaźń czy kochanie? (Stillman); Szefowa (Falcone); Szermierz (Härö); Zabójczyni (Hou); Zupełnie nowy testament (Dormael);  Żywioł. Deepwater Horizon (Berg).

BRĄZ
183 metry strachu (Collet-Serra); Anomalisa (Johnson), Boska Florence (Frears); Bridget Jones 3 (Maguire); Burn Burn Burn (Button); Cały ten cukier (Gameau); Carol (Haynes); Cuda z nieba (Riggen); Dama w vanie (Hynter); Dobra żona (Karanović); Dziewczyna z pociągu (Taylor); Egzamin (Mungiu); Gdzie jest Dory (Stanton); Głośniej od bomb (Trier); Ja, Daniel Blake (Loach); Joy (Russell), Kosmiczna jazda. Hau Hau, mamy problem (Ewlannikowa); Grimsby (Letterier); Komuna (Vinterberg); Królestwo (Perrin); Kwiat wiśni i czerwona fasola (Kawase); Lo i stało się. Zaduma nad światem w sieci (Herzog); Lolo (Delpy); Lucyfer (Berghe); Legion samobójców (Ayers); Modelka (Matthiesen); Miara człowieka (Brizé), Nerve (Joost); Nice Guys. Równi goście (Black); Nienawistna ósemka (Tarantino), Nie oddychaj (Alvarez); Nowy początek (Villeneuve); Plan Maggie (Miller); Pogromcy duchów (Feig); Sekretne życie zwierzaków domowych (Renaud); Serce pas (Anderson); Siostry (Moore); Spotlight (McCarthy); Sully (Eastwood); Ślepowidzenie (Vogt); Vaiana: Skarb oceanu (Clements); Syn Szawła (Nemes); Wstrząs (Landesman); Wojna (Lindholm); Zakładnik z Wall Street (Foster); Zanim się obudzę (Flanagan); Z daleka (Vigas); Złe mamuśki (Lucas); Zwierzogród (Howard).

ZŁOM
Absolutnie fantastyczne: Film (Fletcher); Angry Birds: Film (Kaytis); Ben-Hur (Bekmambetov); Blair Witch (Wingard); Creative Control (Dickinson);  Deadpool (Miller), Dzień niepodległości: Odrodzenie (Emmerich); Dziewczyna, która została królem (Kaurismaki); Dziewczyna z portretu (Hooper), Dzień matki (Marshall); El Clan (Trapero); Frankofonia (Sokurow); Lion. Droga do domu (Davis); Lobster (Lanthimos); High-Rise (Wheatley); Moja miłość (Maiwenn); Mustang (Ergüven); Na skrzyżowaniu wichrów (Helde); Nieznajoma dziewczyna (Dardenne/Dardenne); Neon Demon (Refn); Pasolini (Ferrara);  Sąsiedzi 2 (Stoller); Sausage Party (Vernon); Sekret w ich oczach (Ray); Szukając Kelly (Bidegain); Śmierć w Sarajewie (Tanović); Tarzan: Legenda (Yates); Tata kontra tata (Anders); Umrika (Nair); Widzę, widzę (Fiala); Zjawa (Iñarritu), Zoolander 2 (Stiller), Z podniesionym czołem (Bercot).

NIE OBEJRZAŁEM (POGRUBIONE TYTUŁY CHCĘ NADROBIĆ W PIERWSZEJ KOLEJNOŚCI):

Babka (Weitz); Bulwar (Montiel); Chevalier (Tsangari); Destrukcja (Vallee); Bang Gang (Husson); Batman vs Superman: Świt sprawiedliwości (Snyder); Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć (Yates); Jason Bourne (Greengrass); Kamienne pięści (Jakubowicz); Królowa pustyni (Herzog); Mając 17 lat (Techine); Morgan (Scott); Osobliwy dom pani Peregrine (Burton); Ouija: Narodziny zła (Flanagan); Pasażerowie (Tyldum); Siedmiu wspaniałych (Fuqua); Snowden (Stone); Udar słoneczny (Michałkow); Zagubieni (Zelenka).

PONIŻEJ ZAMIESZCZAM KAPSUŁKOWE RECENZJE FILMÓW Z PIERWSZEJ DZIESIĄTKI:

1. NIENASYCENI (Luca Guadagnino)
Ogromne zaskoczenie: po nieprzekonującym "Jestem miłością" i po lekturze streszczenia nowego filmu spodziewałem się wszystkiego najgorszego. "Nienasyceni" wymknęli się jednak wszelkim oczekiwaniom: to, co w materiałach prasowych wyglądało na odgrzewany euro-pudding na prefabrykatach z Antonioniego, na ekranie ożyło z rezultatem wręcz elektryzującym -- i to zarówno dzięki reżyserii, montażowi, jak i wspaniałej stawce aktorskiej (z Ralphem Fiennesem na czele). Ten zmysłowy, nieprzewidywalny, na przemian rozleniwiony i gorączkowy melodramat o prażących się w włoskim słońcu uprzywilejowanych dzieciach wyczerpanej kontrkultury jest jednocześnie dowcipny i głęboko przejmujący. Scena, w której Ralph Fiennes i Tilda Swinton w intymnym zwarciu nagle zdają sobie sprawę z tego, że ich miłość uległa wypaleniu i dalszego ciągu nie będzie, zasługuje na wszelkie nagrody. "Nienasyceni" to mój faworyt roku 2016 w polskich kinach.
2. POKÓJ (Lenny Abrahamson)
Powieść Emmy Donoghue była dość ryzykowna: historia Josefa Fritzla została przez autorkę potraktowana jako znaleziona metafora zniewolenia i pułapek wolności, a następnie przetworzona w subtelnie freudowską alegorię macierzyństwa (pokój jako łono, etc.). Abrahamson, który od dawna interesuje się bohaterami na różny sposób wyizolowanymi (ostre ćpanie w "Adamie i Paulu", upośledzenie w "Garażu", specyficzny autyzm we "Franku") wybrał idealny materiał do adaptacji, zmieniając całość w jedyny w swoim rodzaju macierzyński thriller filozoficzny, z genialnymi rolami oscarowej Brie Larson i dorównującego jej kroku w każdej scenie Jacoba Trembleya. Film ma nietypową strukturę z totalną przewrotką w połowie, świadomie omija rafy pornograficznej fascynacji psychopatyczną przemocą i dość niespodziewanie staje się współczesną baśnią o porwaniu księżniczki i o tym, jak język wyznacza granice naszego świata. Nieczęsto zdarza się dzieło jednocześnie tak autorskie i tak w najlepszym sensie tego słowa popularne; "Pokojowi" udało się to z nawiązką.
3. BONE TOMAHAWK (S. Craig Zahler)
To symptomatyczne, że w roku, w którym Quentin Tarantino potrzebował 44 milionów dolarów, by nakręcić kameralną (i najsłabszą w swojej karierze) "Nienawistną ósemkę", muzyk i powieściopisarz Zahler zrobił swój ultra-niezależny slashero-western za jedyne 1.8 miliona. I zwyciężył. Film nie tylko wygląda rewelacyjnie (mimo bida-budżetu), ale na dodatek jest genialnie zagrany przez Kurta Russella, Patricka Wilsona, Richarda Jenkinsa i Matthew Foxa. W czasie, kiedy amerykańskie horrory posiłkują się głównie nachalną muzyką i rozbudowanymi efektami CGI, Zahler rezygnuje z jednego i drugiego, stawiając na dialog, postać, atmosferę i powolne prowadzenie akcji. Pióro i ucho ma fantastyczne (Jenkins nazwał go "geniuszem dialogu"), a gdzieś pod całą masakrą i posoką zajmują go ludzkie uczucia i wartości testowane w sytuacjach ekstremalnych. Zapytany o ulubionych filmowców, Zahler mówi o Kieślowskim, Kitano i Cassavetesie. To trio to najlepszy możliwy klucz do zrozumienia jego wrażliwości: uduchowionego, heavy-metalowego trickstera, który pojechał na rancho pod Los Angeles i nakręcił dokładnie taki niezależny film, jaki sobie wymarzył. Brawo.
4. NAWET GÓRY PRZEMINĄ (Zhangke Jia)
Chiny są blisko. Poetycka zaduma Jii nad globalizacją i zmieniającym się na naszych oczach supermocarstwem jest czymś naprawdę niezwykłym, zwłaszcza dzięki ostatniemu aktowi. Nostalgia i futurologia splatają się w delikatną pajęczynę, snutą na naszych oczach tak subtelnie, że dopiero po seansie zdajemy sobie sprawę z tego, że Jia nakręcił elegię dla świata, jakim go znamy -- mimo że tytuł podpowiada to od samego początku.
5. SŁUŻĄCA (Park Chan-Wook)
Szkatułkowa powiastka erotyczna "koreańskiego Tarantino" wygląda trochę tak, jakby nieznane opowiadanie Henry'ego Jamesa przeniósł na ekran Walerian Borowczyk. Klasowe i etniczne podziały, bezwzględny patriarchat, pornograficzne wieczorki obleśnych starców i lepka sieć wielopiętrowej intrygi -- a pośród tego wszystkiego rodząca się wbrew wszystkiemu miłość, wybrzmiewająca w finale nie tylko tryumfalną nutą udanej zemsty (ulubiony motyw Parka), ale i delikatnym dzwonieniem, dobywającym się z wnętrza splecionych w uścisku, niesionych nocną falą ciał. Arcydzieło formy i zarazem najbardziej perwersyjny bodaj film, jaki nakręcono w obronie niewinności.
6. PRZEŁĘCZ OCALONYCH (Mel Gibson)
Mniej interesuje mnie to, że Gibson jest prorokiem popkultury (bo zwrot ku chrześcijańskiej duchowości jest czymś, co moim zdaniem będziemy obserwować w lawinowo rosnącej liczbie filmów następnych lat). Bardziej zachwyca mnie jego reżyserska ręka: nie tylko dał role życia Andrew Garfieldowi i Vince'owi Vaughnowi (który powinien zgarnąć oscarową nominację za drugi plan), ale i stworzył kinetyczny balet śmierci o niezrównanym stopniu intensywności. Dusza tego filmu jest rozdarta między miłosierdziem a gwałtem zadawanym ciału tak samo, jak rozdarta jest zapewne dusza Gibsona -- i przy okazji sama ludzka natura. W poście wystukanym na telefonie po seansie zanotowałem, że "Hacksaw Ridge" to "Idź i patrz" wyreżyserowane przez Johna Woo; teraz widzę, że to także nowa "Harfa birmańska", nakręcona przez obdarzonego absolutnym filmowym słuchem katolickiego macho-męczennika i anty-Cronenberga w jednym: podczas gdy Cronenberg rozrywa flaki, by obnażyć humanizm jako ułudę, Gibson robi to niczym obłędny średniowieczny chirurg -- w poszukiwaniu duszy. [Ostrzeżenie: film nie na wszystkie żołądki]
7. KOSMOS (Andrzej Żuławski)
Kino nigdy nie polubiło się z Gombrowiczem -- póki nie wyswatał ich ze sobą Żuławski w "Kosmosie" i nagle zaiskrzyło. Testament, traktat, ale i wyreżyserowana z werwą komedia, którą w pijanym widzie można by wziąć za ekscentryczną błahostkę, gdyby nie fakt, że tematem jest ludzki umysł jako maszyna do produkowania sensów i udręk. Ostatnie, autotematyczne ujęcia ekipy filmowej przy pracy wybrzmiewają szczególną melancholią u reżysera, który w ostatnich dwóch dekadach życia nie pracował tak często, jak powinien.
8. WYZNANIA NASTOLATKI (Marielle Heller)
Ta pomysłowa fuzja komiksu i dziewczyńskiego pamiętnika to jeden z bardziej przekonujących portretów pierwszej namiętności, wreszcie opowiedzianej z perspektywy młodej kobiety. W tle ciepłe światło zachodzącego słońca kontrkultury San Francisco, a w roli głównej wielkookie objawienie na miarę młodej Lizy Minnelli, czyli Bel Powley. Film z 2015 roku do nas trafił w roku bieżącym -- i stąd jego obecność na liście tegorocznej.
9. HARDCORE HENRY (Ilia Naishuller)
Najbardziej eksperymentalny formalnie film akcji od "Dystryktu 9" umieszcza 33-letniego debiutanta Naishullera w tej samej tradycji, którą stworzył jego krajan Dziga Wiertow mniej więcej stulecie temu: "Hardcore Henry" to eksperyment filmowy i percepcyjny jednocześnie. Narracja prowadzona w całości z perspektywy głównego bohatera to sen śniony przez kino co najmniej od czasu "Lady in the Lake" z 1947 roku, ale to, co robi z tym konceptem Naishuller, po prostu rozsadza ekran. FIlm jest jednocześnie nihilistyczną beczką filmowego prochu, eksplodującą nowym fajerwerkiem co 2-3 minuty, jak i wodewilowym cyrkiem z kilkunastoma wcieleniami Sharlto Copleya i z niebanalnym portretem postkomunistycznego syfu współczesnej Moskwy w tle. Arcydzieło, które będzie studiowane w szkołach filmowych następnych dekad i zarazem jedna z najintensywniejszych filmowych jazd roku 2016.
10. KAPITAN AMERYKA: WOJNA BOHATERÓW (Russo)
Najlepszy marvelowski film, jaki widziałem -- i najzwięźlejsza metafora konfliktów ideologicznych, jakie rozrywają nasz świat. W kategorii precyzji wielkiego widowiska i reżyserii poszczególnych scen akcji nic KAPITANA AMERYKI w tym roku nie prześcignęło. W każdej sekundzie widziałem dokładnie, co się dzieje, kto jest kim, kto gdzie stoi i kto kim (lub czym) miota. Do tego wszystkiego wiarygodnie zarysowane portrety psychologiczne wszystkich (super)bohaterów. Tour de force.

20 komentarzy:

  1. Moja miłość (Maiwenn); Mustang (Ergüven) ZŁOM?!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MUSTANG: Okropny film zrobiony pod zachodnią publiczność i zupełnie niewiarygodny w nakreśleniu sytuacji. Dziewczyny zachowują się jak paryżanki teleportowane do Turcji, są zaskoczone każdą restrykcją jaka na nie spada tak jakby nie dorastały w tej konkretnej wspólnocie. Ale kalkulacja się opłaciła: film odniósł sukces.

      Usuń
    2. Ciekawe, jak różnie można oceniać to samo... Bo ja widzę tu bardzo udaną próbę uniwersalizacji ludzkich problemów. Ostatecznie ludzie wszędzie są przecież tacy sami i zmagają się z tymi samymi, ludzkimi słabościami, czyż nie? Był pan w ogóle kiedyś w Turcji? Bo sprawia pan wrażenie eksperta od tego kraju. Ja mieszkałam tam przez pewien czas i mogę zaświadczyć, że MUSTANG pokazuje coś, co mogłoby się tam zdarzyć. Także ostrożniej z tym węszeniem otomańskiego zdziczenia we wszystkim co tureckie. Pozdrawiam.

      Usuń
    3. "Był pan w Turcji?" to rewelacyjny argument. "Otomańskie zdziczenie" - jeszcze lepszy. Pozdrawiam i pozwalam sobie zaznaczyć, że reżyserka "Mustanga" mieszka we Francji.

      Usuń
    4. I co z tego, że mieszka we Francji? Jest urodzoną w Turcji Turczynką, ktora we wszystkich wywiadach zaznacza, że cały czas krąży między tymi dwoma krajami, bo w Turcji mieszka duża część jej rodziny. Pana protekcjonalne podejście jest szczerze irytujące, bo pozbawione zupełnie sensownych argumentów.

      Usuń
    5. Argumenty. I to sensowne:

      http://www.slantmagazine.com/film/review/mustang

      Usuń
    6. Argumenty z zaproponowanej przez pana recenzji są mocno chybione. Na filmwebie znajdzie pan recenzję, która opiniuje ten film uczciwie - bez pseudointelektualnych gierek: http://www.filmweb.pl/reviews/Nieujarzmiona+m%C5%82odo%C5%9B%C4%87-18520

      Usuń
    7. Jako człowiek myślący, przyjmuję że istnieją też kontrargumenty -- fakt, że nie zgadzam się z opinią recenzenta Filmwebu nie musi oznaczać, że odsądzę go od czci i wiary za lubienie "Mustanga" tak, jak Pan(i) odsądził(a) mnie za jego nielubienie. Krytyka filmowa jest przestrzenią myślenia, nie dogmatów.

      Usuń
    8. Idąc za recenzentem slantmagazine wszedł pan w obszar sofistyki, którą jednakowoż trzeba tępić, bo świadomie operuje nieuczciwymi argumentami w celu udowodnienia tezy, że MUSTANG został zrobiony pod zachodnią publikę i jest jakoby niewiarygodny w "nakreśleniu sytuacji". Pańska sofistyka jest szkodliwa, dlatego nie owijam w bawełnę.

      Usuń
  2. To prawda, MUSTANG jest zupełnie niezłym filmem. Na pewno o niebo lepszym niż KOSMOS - film, przed którym trzeba wręcz ostrzegać widzów, bo to gniot jakich mało. Negacja MUSTANGA, entuzjastyczny wywód nt. KOSMOSU i paru innych knotów stawia niestety pod znakiem zapytania całą listę p. Oleszczyka - tzn. jego gust po prostu. W związku z z tym ja się stąd wymeldowuję. Adios!;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, tylko ja lubię "Kosmos" #LocarnoBestDirector http://www.metacritic.com/movie/cosmos

      Usuń
    2. Z tym filmem jest jak z twórczością Pendereckiego: zachwyt stadny krytyków nad muzyką, której nikt nie chce słuchać. Współczuję Panu tego oderwania od rzeczywistości.

      Usuń
    3. Współczucie jest obopólne.

      Usuń
  3. Korekta obywatelska: brak "Światła między oceanami" i "Łotra 1".

    I czy można prosić o kilka słów na temat zezłomowanego przez Pana, a na ogół chwalonego "Lobstera"?

    pozdrawiam
    allegra walker

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Lobsterze mówiłem tutaj: http://vod.tvp.pl/23915676/

      Światło i Łotr -- te filmy powinny być w Brązie, dziś je dodam :)

      Usuń
  4. Dziękuję bardzo :-)
    a.w.

    OdpowiedzUsuń
  5. Panie Michale, czy Pan nie jest uprzedzony do Inarritu?;) I przecudowny Birdman (film roku) był przez Pana znielubionym, i teraz Zjawa w ZŁOMIE.?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż mogę powiedzieć... życzę Inaritu, by zrobił kiedyś dobry film :)

      Usuń
  6. Kupilem "the bigger splash" w ciemno po niezwykle zmysłowym "i am love" i sie nie zawiodłem. To bardzo uwodzicielskie kino w tym przypadku dodatkowo inkrustowane rock n rollem. co ciekawe na dysku b-r jest dołączone alternatywne zakonczenie, a wlasciwie to tylko jedna 20sek. scena przedstawiajaca wizyte Dakoty J w galerii sztuki nowoczesnej obczajajacej (wiadomo jaki) obraz Hockneya. Ostatnie 5 sekund to zooming na to rzeczone pop-artowe arcydziełko. szkoda że rezyser wykastrował film z tej wlasnie koncowki. bo zbyt oczywista mogła by się wydawać?
    pozdrawiam.michał

    OdpowiedzUsuń
  7. O, nie miałem pojęcia o tym zakończeniu! Muszę zerknąć na dodatki na Blu-rayu w takim razie :)

    OdpowiedzUsuń