30 maja 2017

Nie mów, że nie masz trzech godzin na "Sieranevadę"

3 komentarze:

  1. Pierwsze słowa tej recenzji mnie zszokowały. Wiedziałem, że mamy do czynienia z filmem znakomitym. Ale że aż do tego stopnia? Wow!

    OdpowiedzUsuń
  2. Film świetny, 3 godziny mijają nie wiadomo kiedy. Mąż co prawda zasnął w kulminacyjnym momencie, ale na jego usprawiedliwienie mogę dodać, że był zmęczony a seans zaczynał się o 21.00. Opowiedzenie mu potem sceny w aucie było w zasadzie niemożliwe, tak jak opowiedzenie komuś poezji. W tak kameralnym filmie wolałabym słuchać lektora, by lepiej przyglądać się twarzom aktorów i budowie kolejnych scen. Od początku zaintrygowała mnie żona Larego, taka inna na początku i na końcu filmu. Zabawne było dla mnie to, że nawoływał Pan do porzucenia House of cards dla filmu Puju. Od jakiegoś czasu testuję Netflixa w związku z chęcią obejrzenia nowej Ani i przy okazji zaczęłam oglądać słynny serial. Jestem przy drugim sezonie totalnie zmulona i znudzona- ile można oglądać kolejne świństwa nieciekawego w sumie gościa, jego żony i jego podwładnego- ta ostatnia postać jakoś mnie zaciekawiła. Decyzję o porzuceniu serialu podjęłam w dniu pójścia na film Sieranevada. Takie kino jest naprawdę poruszające. To co dzieje się między ludźmi, tymi sobie najbliższymi jest zawsze najciekawsze. Dziękuję za Pana bloga i aktywność w Tygodniku Kulturalnym. Zawsze z przyjemnością Pana słucham i czytam. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa! I bardzo się cieszę, że odnalazła się Pani w "Sieranevadzie". Tak, ta scena w samochodzie ma niezwykłą siłę. Ja staram się co prawda śledzić seriale, ale ostatnio nie znajduję nic naprawdę poruszającego. Na tym tle "Sieranevada" to wielka, samotna góra, prawdziwe arcydzieło. Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń