6 czerwca 2018

First Reformed (2018, Schrader)






Najnowszy film Paula Schradera, PIERWSZY REFORMOWANY (FIRST REFORMED; od nazwy protestanckiego kościoła), jest wychwalany w Stanach pod niebiosa. „Powrót geniusza”, etc. Ta opowieść o kapłanie miotanym kryzysem wiary, którego czarna rozpacz (i żałoba po synu zabitym w Iraku) rzuca aż na skraj samobójczego eko-terroryzmu, jest przedziwnym destylatem wszystkich wpływów, jakie przez całe swe twórcze życie Schrader przepracowywał. Jest to więc po trosze DZIENNIK WIEJSKIEGO PROBOSZCZA Bressona (kadry 1.33:1, spisywany ręcznie pamiętnik bohatera, ściszona ekspresja aktorska), a po trosze GOŚCIE WIECZERZY PAŃSKIEJ Bergmana (przywołani tak dosłownie, że aż parodystycznie: głównie przez postać terminalnie wątpiącego mężczyzny i nieładnej kobiety ze zboru, dyskretnie walczącej o względy duchownego).

Jakby tego było mało, Schrader dorzuca pod koniec lewitację jak z SOLARIS i OFIAROWANIA Tarkowskiego (w gwiezdnym sosie à la Malick), nawiązuje do napisanego przez siebie TAKSÓWKARZA (najazd na szklankę z miksem: whisky plus różowy Pepto-Bismol jest jak najazd na musujący w tamtym filmie Alka-Seltzer), a kończy całość akcentem erotyczno-pasyjnym, w którym ciało zostaje oplecione drutem kolczastym, na stole stoi gotowa do toastu szklanka płynu do udrażniania rur, a spiralny ruch kamery wokół całującej się pary (znak „wybawienia przez miłość”) łączą się w jedyne w swoim rodzaju kiczowato-ascetyczno-patetyczne crescendo. Jednym słowem: jest to film obłąkany, w którym fiksacja ekologiczna nigdy nie ulega zakwestionowaniu (Hawke pyta retorycznie: „Kto korzysta na gwałcie ziemi?”, a widz ze Środkowej Europy chce odruchowo odpowiedzieć: „Ależ ty, amerykański pastorze, w swym przestronnym ogrzewanym domu i idealnie urządzonej, nigdy nie głodującej wspólnocie, chronionej militarną siłą supermocarstwa”).

Schrader wdarł się na światową scenę TAKSÓWKARZEM w reżyserii Martina Scorsese: ponurą opowieścią o człowieku zmielonym przez amerykański imperializm (wojna w Wietnamie) i liberalizm jednocześnie (dieta z napoi słodzonych i fast foodu; obsesja porno), który rozpoznaje Nowy Jork lat 1970-tych jako przestrzeń Apokalipsy i postanawia samozwańczo przyspieszyć zwiastowane w Księdze Objawienia rytualne oczyszczenie przez krew. PIERWSZY REFORMOWANY jest uaktualnieniem tej samej opowieści na czasy Trumpa, przy czym zło jest tu wciąż definiowane po purytańsku – grzechem jest „skażenie” (w TAKSÓWKARZU było to skażenie ciała młodej kobiety męską chucią; tutaj jest to skażenie środowiska chęcią zysku). Szkoda, że za reżyserię nie zabrał się jakiś udręczony, wybitny katolik (jak Scorsese); może byłoby w tym wszystkim trochę więcej seksu i poezji (z drugiej strony: poetycko udręczonych katolików coraz mniej na tej ziemi, bo ci którzy zorientowali się, że Kościół nie zamierza poluzować w kwestiach seksualnej moralności, po prostu od Kościoła się mniej lub bardziej odkleili, ewentualnie przywarli do kokieteryjnych półsłówek Franciszka). Niemniej jednak mamy do czynienia z kinem fascynującym, a rola Hawke’a jest naprawdę wielka. (Wątek rasowy, ledwo tknięty, byłby moim zdaniem płodniejszy od ekologicznego – ale mniejsza o to.)

W sumie, to nie wyobrażam sobie lepszego double-bill niż sparowanie PIERWSZEGO REFORMOWANEGO na jednym seansie z WIEŻĄ. JASNYM DNIEM Jagody Szelc. Może ktoś podsłucha pomysł i podchwyci – żadnych praw doń bynajmniej nie zastrzegam, a z plagiatu wręcz się ucieszę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz