10 marca 2017

Captain Fantastic (2016, Ross)


Ocena: 7/10

Od dziś na polskich ekranach CAPTAIN FANTASTIC, czyli nominowany do Oscara Viggo Mortensen jako radykalny neo-hipisowski tata, wychowujący gromadkę pociech w antykapitalistycznej komunie w środku lasu. Dzieciaki polują na zwierzynę w barwach wojennych, czytają klasykę literatury ("Lolita") i socjologii ("Guns, Germs and Steel"), obchodzą "dzień Noama Chomskiego" i nigdy nie nabijają się z innych ludzi ("Oprócz chrześcijan"). Mortensen jest świetny jako intelektualny mięśniak, u którego krzepa fizyczna i polityczny radykalizm wydają się być powiązane (część uroku filmu polega na usuwaniu z lewicowości stygmatu zniewieścienia i wielkomiejskiej pretensji: jedno spojrzenie na Mortensena i wiemy, że nigdy nie miał w ręku sojowej latte).
Film podąża aż nadto konwencjonalnymi koleinami (kto pamięta WYBRZEŻE MOSKITÓW Weira, tego nie czeka żadna niespodzianka), ale stawia szereg pytań o możliwość odnowienia etosu Emersona, Whitmana i Thoerau w Ameryce późnokapitalistycznej, w której ikonami stali się Zuckerberg z jednej, a Trump z drugiej strony. Jeśli w tym sezonie planujecie wybrać się tylko na jeden film o niekonwencjonalnum tatuśku, postawcie na TONIEGO ERDMANNA, ale jesśli jesteście ciekawi, jak Amerykanie szukają swej tożsamości i duchowej odnowy, obejrzyjcie też ten film Matta Rossa. Mimo, że kończy się przewidywalnie, po drodze stawia dość ciekawych pytań i jest zrobiony wystarczająco sprawnie, by otrzymać tytuł " trochę bardziej filozoficznej LITTLE MISS SUNSHINE".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz